MAŁE SEKRETY - JENNIFER HILLIER

O ile nie przydarzyło się to tobie, nie możesz zrozumieć, jaki to koszmar – jedyny w swoim rodzaju – nie wiedzieć, gdzie znajduje się twoje dziecko i czy w ogóle żyje.

Jeden jedyny raz serce podeszło mi do gardła i ogarnęła mnie totalna panika, gdy przez kilka okropnych długich sekund nie mogłam zlokalizować swojego dziecka w galerii. Okazało się, że schowało się pod wieszakiem z ciuchami, bo uznało to za całkiem zabawne, a ja przez te kilka sekund postarzałam się o kilka lat z przerażenia. W moim przypadku szybko znalazłam chichoczące dziecko za manekinem, ale tysiące rodziców swojego dziecka nie odnajduje być może już nigdy.

Taka historia spotkała Marin Machado, główna bohaterkę Małych sekretów. Podczas przedświątecznych zakupów w galerii puszcza na chwilę rączkę swego 4-letniego synka Sebastiana, by napisać wiadomość do męża. Nagle orientuje się, ze syna nie ma nigdzie w pobliżu, policja również nie trafia na żaden istotny ślad. Szesnaście miesięcy później Marin jest cieniem samej siebie, a jej małżeństwo istnieje tylko na papierze. Zatrudniona przez kobietę prywatna detektyw, która miała odnaleźć jej synka, odkrywa, że mąż Marin ma romans z 24-letnią studentką. Wbrew pozorom, ta informacja daje Marin siłę do walki o swoje małżeństwo.

Wydawać by się mogło, że to historia jakich wiele. Rozpaczliwe poszukiwania zaginionego dziecka, wzajemne pretensje partnerów, aż w końcu rozpad małżeństwa. Jednak ta historia ma w sobie cos jeszcze, co nie pozwoliło mi na odłożenie książki aż do samego końca. Marin i Derek to na pozór idealne małżeństwo, są bogaci, wpływowi, prowadzą dobrze prosperujące firmy, jednak oboje skrywają swoje sekrety, dużo mroczniejsze niż zdrada współmałżonka. Oboje przezywają utratę synka na swój odmienny sposób, Współczułam im, ale jednocześnie czułam pod skórą, że ci bohaterowie jeszcze mnie zaskoczą. Autorka tak poprowadziła akcję, aby zostawić miejsce na własne domysły, by zasiać ziarno wątpliwości nawet co do tych bohaterów, którzy teoretycznie nie powinni wzbudzać żadnych podejrzeń.

Akcja Małych sekretów jest poprowadzona dwutorowo, wydarzenia poznajemy z perspektywy Marin raz Kenzie, kochanki jej męża. Dużo bardziej podobała mi się spojrzenie Marin, to tu znalazłam więcej emocji i tajemnic do rozwiązania. Jej obraz psychologiczny jest bardzo złożony i w moim odczuciu niezwykle realnie przedstawiony. Chyba nie ma nic gorszego dla matki, niż niewiedza, gdzie znajduje się jej dziecko i czy w ogóle żyje. Podejmuje decyzje wątpliwe moralnie, łatwo przyszło mi ją rozgrzeszyć, ale zapewne u wielu czytelników postać Marin wzbudzi bardzo różne uczucia. I o to właśnie chodzi w dobrych thrillerach, uwielbiam, gdy bohaterowie są niejednoznaczni, trudni do oceny, a ich decyzje i wybory wątpliwe etycznie.

Wytypowanie sprawcy nie jest trudne, jeśli się uważnie czyta, ale wcale nie zepsuło mi to przyjemności z lektury. Sprawa się bardzo szybko mocno komplikuje, a kolejne wątki, które wychodzą na światło dzienne, sprawiają, że ciężko się oderwać od Małych sekretów. Zakończenie jest trochę w stylu filmów sensacyjnych, za bardzo emocjonalne i choć całkiem nie w moim stylu, to świetnie tu się wpisało. Jeśli jesteście ciekawi, jak od małych sekretów może dojść do lawiny, to koniecznie sięgnijcie po Małe sekrety!. K.

Za egzemplarz książki serdecznie dziękuję

muza

--------------------

Wydawnictwo: MUZA SA

Tłumaczenie: Katarzyna Bieńskowska

Rok wydania: 2020

Liczba stron: 448

 

Polecamy