Bliźnięta z lodu - SK Tremayne

Śmierć dziecka to tragedia, która może rozbić nawet najbardziej stabilną rodzinę. Jakakolwiek by nie była przyczyna, to rodzice zawsze będą obwiniać siebie o to, co się stało i w nieskończoność zastanawiać się co mogli zrobić lepiej. Ta sytuacja jest nie tylko traumą dla rodziców, ale też dla rodzeństwa, które traci ukochanego brata i siostrę, zwłaszcza gdy rodzeństwo było bliźniakami. Wiadomo, że bliźniaków łączy niesamowita więź, którą ciężko wytłumaczyć racjonalnie nawet naukowcom. Ten trudny temat, niezwykłej relacji sióstr bliźniaczek i śmierci jednej z nich podejmuje S. K. Tremayne w swojej książce „Bliźnięta z lodu”.

Rok po tym, jak w wypadku ginie jedna z bliźniaczek jednojajowych, Sarah i Angus Moorcroft przeprowadzają się na małą szkocką wysepkę, którą Angus odwiedził po swojej babce. Liczą na to, że będą mogli tam zacząć życie na nowo. Koszmar jednak powraca w momencie, gdy ich żyjąca córka, Kristie, twierdzi, że rodzice pomylili się przy identyfikacji i że w rzeczywistości jest Lydią. Dziewczynka robi się coraz bardziej niespokojna i nerwowa, dziwnie się zachowuje, a Sarah odcięta od świata ma wyspie musi ustalić, która z jej córek zginęła rok temu.

Książka ma niesamowity klimat, autor buduje atmosferę tajemnicy od pierwszych stron poprzez wrzucanie pojedynczych zdań, krótkich retrospekcji, które sugerują, że śmierć jednej z bliźniaczek nie była tylko zwykłym wypadkiem. W „Bliźniętach z lodu” zatarte zostały granice między tym, co realne a tym, co nie, pojawiają się elementy zjawisk nadprzyrodzonych. To wszystko razem z klimatem małej, odciętej wyspy, na której rozpętuje się sztorm, sprawie niesamowite wrażenie.

Pomysł z pomyloną tożsamością bliźniaczek mnie kupił od razu, ale niestety trochę gorzej wyszło z jego realizacją. Zbyt wiele dziwnych zbiegów okoliczności sprawiły, że ten wątek nie został wiarygodnie przedstawiony. Rozwiązania fabularne, po które sięgnął autor, czyli brak komunikacji między rodzicami, wyspa bez telefonu i łodzi, sprawiły, że cały czas zastanawiałam się, dlaczego Angus i Sarah zachowują się w tak absurdalny sposób? Ich zachowanie od początku wydawało mi się nielogiczne i o ile na początku tłumaczyłam to żałobą po córce, tak później ciężko było znaleźć mi wytłumaczenie ich zachowania. Do samej fabuły miałam sporo zastrzeżeń od początku, dlaczego Kristie od razu nie powiedziała o pomyłce rodziców, tylko milczała ponad rok? Czy rodzice naprawdę nie potrafią odróżnić od siebie 7-letnich dziewczynek, choćby po osobowości, jeśli nie po wyglądzie? No i czy to możliwe, że rodzice mają swoje „ulubione dziecko”? I mówią o tym wprost? Dużo mam tych wątpliwości co do fabuły, sposobu poprowadzenia akcji i głównych bohaterów. To, co zaliczam na plus to aura tajemnicy, jaka autor zbudował wokół postaci Kristie (Lydie?). Momentami jej zachowanie było bardzo przerażające, z pogranicza sił nadprzyrodzonych.

Klimat książki jest genialny, pomysł na pomyloną tożsamość również, to są największe zalety „Bliźniąt z lodu”. Do tego na plus trzeba zaliczyć zakończenie, zaskakujące, choć nieco oderwane od klimatu książki. Mimo wad fabularnych, o których pisałam wyżej, myślę, że warto sięgnąć po ten thriller, ma mroczny klimat, który idealnie nadaje się na jesienne wieczory. K.

Za ksiązke dziękuję: 

czarna owca

 

 

Wydawnictwo Czarna Owca
Przekład: Robert Kędzierski
Rok wydania: 2015
Liczba stron: 336

 

Polecamy