ZBAWICIEL - LESZEK HERMAN

Co łączy obraz Leonarda da Vinci z atakami bombowymi w Szczecinie? Kim jest tajemniczy terrorysta podpisujący się jako Helland der Welt? Co w Szczecinie robi duńska ekspedycja naukowa, która spędza czas na luksusowym jachcie? Pytań dotyczących treści najnowszej książki Leszka Hermana można by zadać dużo więcej, ponieważ fabuła Zbawiciela jest bardzo obszerna i wielowątkowa. Co chwilę pojawiają się nowe wątki, mnogość bohaterów może przyprawić o zawrót głowy, a i liczba stron (niewiele ponad 600) może delikatnie przerazić. Jednak ta obszerna powieść pełna jest intrygujących zagadek, odniesień do historii i nieoczywistych zwrotów akcji. Jednym słowem gratka dla miłośników Leszka Hermana, ale czy dla mnie też?

Wśród wielu bohaterów tej książki na pierwszy plan zdecydowanie wysuwają się trzy postaci: Paulina, dziennikarka szczecińskiej gazety, Piotr, jej pomocnik oraz Igor, architekt, prywatnie chłopka Pauliny. To oni od samego początku są w centrum całego zamieszania i podążają tropem ataków bombowych. Pierwszy z ataków ma miejsce w kościele, podczas koncertu muzyki fortepianowej. Przymocowany pod sklepieniem ładunek rozrywa torbę pełną płatków kwiatów. Początkowo nikt nie traktuje tego poważnie, aż trzy dni później media otrzymują e-mail z groźbami pod adresem deweloperów oraz tajemniczym szyfrem. Pod wiadomością podpisuje się Helland der Welt. Tydzień później dochodzi do kolejnego ataku, tym razem z dużo poważniejszymi skutkami.  Paulina i Piotr mają odmienne zdanie na temat tych ataków niż ich redaktor naczelna, dlatego postanawiają zająć się tym na własną rękę, a sytuacja z każdą chwilą robi się coraz bardziej skomplikowana.

Jestem świeżo po lekturze Zbawiciela i mam niesamowity mętlik w głowie. W tej chwili nie potrafię chyba nawet jednoznacznie odpowiedzieć, czy książka mi się podobała czy nie. Przede wszystkim jestem pod ogromnym wrażeniem pracy, jaką autor włożył w zdobycie wszystkich materiałów do książki, jak głęboki i dokładny research przeprowadził. Uwielbiam, gdy w książkach, które czytam, są odniesienia do obecnej sytuacji czy to politycznej, czy społecznej, a w Zbawicielu jest tego nawet całkiem sporo i są to takie wysmakowane wtręty, moim zdaniem w punkt.

Wydarzenia opisane w książce są przedstawione w dwóch płaszczyznach czasowych, teraźniejszość przeplata się z przeszłością. Przez bardzo długi czas, praktycznie do końca książki, nie widziałam żadnego związku między nimi. Ze Szczecina autor co jakiś czas zabiera nas do Kopenhagi, gdzie zaginał młody człowiek, którego szukają rodzice. Jak to się łączy z historią dziejącą się w Polsce? Rozwiązanie tego wątku było tak zaskakujące, że choćby dla poznania tej tajemnicy warto było czytać do samego końca, decydowanie zaliczam to na plus. Różnych wątków jest jednak tak dużo i sprawiają wrażenie tak oderwanych od siebie nawzajem, że momentami czytało mi się to bardzo ciężko. A jak się okazało, często też wątek, który z początku był mało istotną wzmianką, nagle rozrasta się do roli pierwszoplanowej, i tak kilka razy. To może nieźle zmylić i namieszać w głowie. Wyjaśnienie dostajemy na końcu, jednak aby je poznać, trzeba przebrnąć przez nieomal 600 stron.

Zdecydowanie nie jest to łatwa lektura, którą można przeczytać w jeden czy dwa wieczory dla czystego relaksu. Przy tej powieści trzeba się skupić, bo łatwo może umknąć jakiś szczegół, który będzie ważny dla rozwiązania. Zbawiciel to nie tylko pogoń za tajemniczym terrorystą, to również historia Szczecina, liczne nawiązania do II wojny światowej oraz sporo humoru językowego. Teraz kiedy spisałam swoje spostrzeżenia na temat tej książki, bliżej mi do odpowiedzi, że Zbawiciel mi się podobał, choć myślę, że mógłby być krótszy. K.

Za egzemplarz książki dziękuję: 

muza

---------------------------

Wydawnictwo: MUZA SA

Rok wydania: 2020

Liczba stron: 606

Polecamy