Czerń kruka - Ann Cleeves

Seria szetlandzka to jeden z moich największych książkowych wyrzutów sumienia. Zewsząd napływały pozytywne opinie o książkach Ann Cleeves, a ja przy każdym kolejnym wydawanym tomie, obiecywałam sobie, że w końcu zacznę czytać. Pierwszy tom kupiłam rok temu, na Festiwalu Kryminalnym Granda, a ponieważ zbliża się już kolejna edycja tego festiwalu, to pomyślałam, że czas w końcu przeczytać tom pierwszy, czyli „Czerń kruka”. Aktualnie seria liczy 7 tomów, a każdy kolejny ma równie fenomenalną okładkę, mroczną i klimatyczną, jak i same Szetlandy. Ok, czas przejść do najważniejszego, czyli do treści książki.

W zimny, styczniowy poranek Fran Hunter zauważa krwawą plamę na świeżym śniegu i krążące nad nią kruki. Okazuje się, że są to zwłoki nastolatki, Catherine Ross. Mieszkańcy Szetlandów bardzo szybko jednogłośnie oskarżają starego Mangusa, samotnika, która od lat żyje w starej chacie i nie utrzymuje kontaktów towarzyskich. Jednak detektyw Jimmy Perez oraz policjanci ściągnięci do pomocy ze Szkocji, upierają się, by przeprowadzić dochodzenie. Na wyspie szybko zapada atmosfera strachu i wzajemnej podejrzliwości, a mieszkańcy przypominają sobie o innej, podobnej zbrodni na dziewczynce, sprzed kilkudziesięciu lat.

Moje pierwsze wrażenie i najsilniejsze zarazem, jest takie, że autorka rewelacyjnie oddała klimat wysp Szetlandzkich. Jest klimat, jest atmosfera, a obrazy same pojawiają się przed oczami. To pierwsza, ogromna zaleta tej serii. Druga to zagadka kryminalna. Zaczyna się dość banalnie, przypadkowa osoba znajduje zwłoki na śniegu, a podejrzenia padają na miejscowego dziwaka. Okazuje się jednak, że w toku śledztwa pojawią nowi podejrzani, a to, kto finalnie okazał się mordercą, było dla mnie sporym zaskoczeniem. Takie kryminały lubię najbardziej. Cleeves nie podaje nam rozwiązania na tacy, nie rozrzuca okruchów, które nas do tego rozwiązania doprowadzą, wręcz przeciwnie miesza i odświeża starą sprawę, by śledztwo było bardziej zagmatwane. Sposób jego poprowadzenie nie jest jednak zbyt porywający, łapałam się na tym, z odpływałam myślami, bo fabuła mnie trochę nużyła. Watki obyczajowe były trochę za bardzo rozciągnięte, niektóre zupełnie nie potrzebne, niewiele wnoszące do fabuły.

Akcja jest leniwa, powolna, tak jak i życie na Szetlandach (przynajmniej tak sobie wyobrażam życie na tych wyspach). Komisarz Perez to trochę taki wolny strzelec, sam zbierał dowody, przesłuchiwał świadków, sam też doszedł do tego, kto jest mordercą. Bohaterowie są bardzo różnorodni, dobrze wykreowani i wiarygodni w swoich rolach. Podsumowując „Czerń kruka” to bardzo poprawny kryminał, dobry początek serii, bardzo klimatyczny, ale bez większego uniesienia i zachwytu. K. 

 

Wydawnictwo Czwarta Strona
Tłumaczenie:Sławomir Kędzierski
Rok wydania: 2018
Liczba stron: 416

 

 

Polecamy