środa, 04 marzec 2020 21:38

Władcy czasu

Trylogia Białego Miasta szturmem wdarła się na nasz rynek wydawniczy, a autorka Eva García Sáenz de Urturi zdobyła serca wielu czytelników. W tym oczywiście moje. Niecierpliwie czekałam na trzeci tom, choć nasze oczekiwanie było zdecydowanie krótsze niż hiszpańskich czytelników, to i tak miałam wrażenie, że minęło dużo czasu od wydania drugiego tomu. Autorka tej hiszpańskiej trylogii dała nam się już poznać, jako miłośniczka historii i genialnie ją wplatała w wątki kryminalne w poprzednich dwóch tomach. Tym razem poszła o krok dalej i zestawiła ze sobą dwie przestrzenie czasowe, rok 2019, czyli dalsze losy bohaterów trylogii Białego Miasta oraz lata 1192-1200, w których opowiada nam historie legendarnego hrabiego don Vela, który powraca do Victorii po wypełnieniu niebezpiecznej misji dla króla Sancho Mądrego.

Pewnie zastanawiacie się, jak ta historia sprzed niespełna tysiąca lat ma się do trylogii Białego Miasta. W Victorii anonimowy pisarz wydaje historyczną powieść, która opisuje losy hrabiego Veli. Książka jest prawdziwym hitem, a dodatkowej pikanterii dodaje fakt, że nikt nie wie,  kto jest jej autorem. Na spotkanie autorskie, zorgaizowane przez wydawnictwo,przybywa nawet komisarz Unai wraz z całą rodziną. Tajemniczy autor się jednak nie zjawia, za to w toalecie zostaje znalezione ciało bogatego przemysłowca. Został on otruty proszkiem z hiszpańskiej muchy, odpowiednikiem średniowiecznej viagry. Wkrótce zostają odnalezione kolejne ciała osób zamordowanych zgodnie ze średniowiecznym modus operandi opisanym w książce.

władcy czasu

Już sam początek książki wprawiła mnie w  lekkie osłupienie, bo czego, jak czego, ale wydarzeń z Roku Pańskiego 1192 to zupełnie się nie spodziewałam. I od razu zaczęłam się bać, że trzeci tom zupełnie nie przypadnie mi do gustu, bo ja historię lubię, ale nie aż tak daleko sięgającą w przeszłość. Po  kilkudziesięciu stronach przeżyłam kolejne zaskoczenie, bo okazało się, że historia hrabiego Veli jest niezwykle ciekawa, a przy tym bardzo dobrze napisana. Podziwiam to, z  jaką łatwością autorka stylizowała wypowiedzi i jak dokładnie opisała wygląd osady otoczonej murami. Eva Garcia Saenz de Urturi po raz kolejny pokazała, że bardzo dobrze odnajduje się w takiej tematyce. Historia hrabiego wciągnęła mnie nawet odrobinę bardziej niż czasy współczesne i śledztwo, z którym tym razem musiał się zmierzyć Kraken.

W tomie trzecim komisarz Unai to już zupełnie inny człowiek niż ten, którego poznaliśmy na początku. Jest to zrozumiałe, jeśli czytaliście dwa pierwsze tomy, to doskonale wiecie jaką drogę przeszedł i co go ukształtowało. Teraz ma rodzinę, o którą musi się zatroszczyć. Śledztwo prowadzi na sto procent, tak jak zawsze, ale  jego przemiana jest wyraźnie widoczna. Bliżej mu teraz do normalnego, ludzkiego komisarza, niż legendarnego Krakena. Co samo w  sobie nie jest złe, ale w kolejnych częściach mogłoby zacząć męczyć czy nawet irytować. Ja pokochałam tego Krakena z pierwszego tomu, dlatego uważam, że zakończenie tej serii właśnie w tym momencie jest bardzo dobrą decyzją.

„Władcy czasu” zawierają w sobie zdecydowanie najwięcej odniesień do historii kraju Basków z całej trylogii, przez co mogą być postrzegane jako najtrudniejsze w odbiorze, być może niektórzy powiedzą nawet, że ten tom jest nudny. Poprzez przeplatanie się dwóch przestrzeni czasowych samo śledztwo wydaje się bardzo powolne. Samo śledztwo  powiela też pewne schematy z poprzednich tomów, ale w końcu jest to seria  kryminalna, z tym samym głównym bohaterem. W śledztwie jest pewien bardzo ciekawy wątek, dotyczący jednego z podejrzanych, który na tyle mnie zainteresował, że chętnie poszukam więcej informacji na ten temat, tymbardziej, ze jedna kwestia nie została finalnie wyjaśniona i dlatego czuję lekki niedosyt. 

Podsumowując, uważam, że „Władcy czasu” to bardzo dobre zamknięcie serii Białego Miasta. Moim zdaniem tom trzeci wypadł dużo lepiej niż drugi, co do którego miałam kilka uwag. Zarówno „Władcy czasu”, jak i poprzednie części to nie są typowe kryminały, tu dużą rolę odgrywa historia Basków. Fani mrocznych i okrutnych zbrodni oczywiście też się nie zawiodą, bo morderstwa wzorowane na średniowiecznych metodach, przedstawione w tym tomie, są wyjątkowo okrutne. No i można też zapomnieć o niesamowitym klimacie Hiszpanii, tej współczesnej i tej średniowiecznej. Polecam, jeśli jakimś cudem jeszcze nie znacie tej trylogii. K.

Za egzemplarz serdecznie dziękuję: 
muza

Wydawnictwo Muza
Tłumaczenie: Katarzyna Okrasko
Rok wydania: 
2020
Liczba stron: 511

 

 

Trylogia Białego Miasta szturmem wdarła się na nasz rynek wydawniczy, a autorka Eva Garcia Saenz de Urturi zdobyła serca wielu czytelników. W tym oczywiście też moje. Niecierpliwie czekałam na trzeci tom, choć nasze oczekiwanie było zdecydowanie krótsze niż hiszpańskich czytelników, to i tak miałam wrażenie, że minęło dużo czasu od wydania drugiego tomu. Autorka tej hiszpańskiej trylogii dała nam się już poznać, jako miłośniczka historii i genialnie ją wplatała w wątki kryminalne w poprzednich dwóch tomach. Tym razem autorka poszła o krok dalej i zestawiła ze sobą dwie przestrzenie czasowe, rok 2019, czyli dalsze losy bohaterów trylogii Białego Miasta oraz lata 1192-1200, w których opowiada nam historie legendarnego hrabiego don Vela, który powraca do Victorii po wypełnieniu niebezpiecznej misji dla króla Sancho Mądrego.

 

Pewnie zastanawiacie się, jak ta historia sprzed niespełna tysiąca lat ma się do trylogii Białego  Miasta.  W Victorii anonimowy pisarz wydaje historyczną powieść, która opisuje losy hrabiego Veli. Książka jest prawdziwym hitem, a dodatkowej pikanterii dodaje fakt, że nikt nie wie,  kto jest jej autorem. Na spotkanie autorskie przybywa nawet komisarz Unai wraz z całą rodziną. Tajemniczy autor się jednak nie zjawia, za to w toalecie zostaje znalezione ciało bogatego przemysłowca. Został on otruty proszkiem z hiszpańskiej muchy, odpowiednikiem średniowiecznej viagry. Wkrótce zostają odnalezione kolejne ciała osób zamordowanych zgodnie ze średniowiecznym modus operandi opisanym w książce.

 

Już sam początek książki wprawiła mnie w  lekkie osłupienie, bo czego, jak czego, ale wydarzeń z Roku Pańskiego 1192 to zupełnie się nie spodziewałam. I od razu zaczęłam się bać, że trzeci tom zupełnie nie przypadnie mi do gustu, bo ja historię lubię, ale nie aż tak daleko sięgającą w przeszłość. Po  kilkudziesięciu stronach przeżyłam kolejne zaskoczenie, bo okazało się, że historia hrabiego Veli jest niezwykle ciekawa, a przy tym bardzo dobrze napisana. Podziwiam to, z  jaką łatwością autorka stylizowała wypowiedzi i jak dokładnie opisała wygląd osady otoczonej murami. Eva Garcia Saenz de Urturi po raz kolejny pokazała, że bardzo dobrze odnajduje się w takiej tematyce. Historia hrabiego wciągnęła mnie nawet odrobinę bardziej niż czasy współczesne i śledztwo, z którym tym razem musiał się zmierzyć Kraken.

 

W tomie trzecim komisarz Unai to już zupełnie inny człowiek niż ten, którego poznaliśmy na początku. Jest to zrozumiałe, jeśli czytaliście dwa pierwsze tomy, to doskonale wiecie jaką drogę przeszedł i co go ukształtowało. Teraz ma rodzinę, o którą musi się zatroszczyć. Śledztwo prowadzi na sto procent, tak jak zawsze, ale  jego przemiana jest wyraźnie widoczna. Bliżej mu teraz do normalnego, ludzkiego komisarza, niż legendarnego Krakena. Co samo w  sobie nie jest złe, ale w kolejnych częściach mogłoby zacząć męczyć czy nawet irytować. Ja pokochałam tego Krakena z pierwszego tomu, dlatego uważam, że zakończenie tej serii właśnie w tym momencie jest bardzo dobrą decyzją.

 

„Władcy czasu” zawierają w sobie zdecydowanie najwięcej odniesień do historii kraju Basków z całej trylogii, przez co mogą być postrzegane jako najtrudniejsze w odbiorze, być może niektórzy powiedzą nawet, że ten tom jest nudny. Poprzez przeplatanie się dwóch przestrzeni czasowych samo śledztwo wydaje się bardzo powolne. Samo śledztwo  powiela też pewne schematy z poprzednich tomów, ale w końcu jest to seria  kryminalna, z tym samym głównym bohaterem. W samym śledztwie jest pewien bardzo ciekawy wątek, dotyczący jednego z podejrzanych, który na tyle mnie zainteresował, że chętnie poszukam więcej informacji na ten temat.

Podsumowując, uważam, że „Władcy czasu” to bardzo dobre zamknięcie serii Białego Miasta. Moim zdaniem tom trzeci wypadł dużo lepiej niż drugi, co do którego miałam kilka uwag. Zarówno „Władcy czasu”, jak i poprzednie części to nie są typowe kryminały, tu dużą rolę odgrywa historia Basków. Fani mrocznych i okrutnych zbrodni oczywiście też się nie zawiodą, bo morderstwa wzorowane na średniowiecznych metodach, przedstawione w tym tomie, są wyjątkowo okrutne. No i można też zapomnieć o niesamowitym klimacie Hiszpanii, tej współczesnej i tej średniowiecznej. Polecam, jeśli jakimś cudem jeszcze nie znacie tej trylogii. 

Więcej w tej kategorii: « Łowca tatuaży Bardzo zimna wiosna »

Korzystanie ze tej strony oznacza, że wyrażasz zgodę na korzystanie przez nas z plików cookie Jeśli będziesz kontynuować bez zmiany ustawień przeglądarki, przyjmujemy, że z przyjemnością otrzymasz wszystkie pliki cookie w witrynie wszystkieksiazkimowia.pl. Sprawdź politykę prywatności, aby uzyskać więcej informacji. Polityka prywatności