wtorek, 22 październik 2019 21:23

Upiory spacerują nad Wartą

Czasy PRL-u, Polska Ludowa, milicja, kartki na żywność – dla mnie to czasy zupełnie obce, znane jedynie ze słyszenia, z opowieści i filmów. Kiedy ja się rodziłam, to wszystko właśnie upadało.  Ten PRL, który poznałam z podręczników czy przekazów ustnych, wcale mi się nie podoba, ale za to ten przedstawiony przez Ryszarda Ćwirleja w jego retro kryminale podoba mi się dużo bardziej.

Lato 1985 roku. Na brzegu Warty dwaj wędkarze odkrywają zwłoki młodej kobiety z odciętą głową. Tego samego dnia pracownik barki wyławia z wody głowę zawiniętą w reklamówkę. Szybko okazuje się,  że odcięta głowa nie należy do ciała znalezionego wcześniej. Poznańska milicja pod dowództwem kapitana Freda Marcinkowskiego rozpoczyna śledztwo w sprawie morderstwa dwóch kobiet. Czy milicji obywatelskiej uda się złapać seryjnego mordercę, zanim obetnie głowę kolejnej kobiecie?

upiory spacerują nad Wartą

Pierwszym powodem, dla którego zdecydowałam się sięgnąć po tę książkę, jest Poznań. Tak, bardzo lubię czytać powieści, których akcja osadzona jest w miejscu, które znam, a Poznań znam bardzo dobrze. Dużo łatwiej porusza  mi się z bohaterami książki po mieście, gdy kojarzę jego układ, wiem, gdzie dana ulica czy budynek się znajduje.  A trzeba przyznać, że Ryszard Ćwirlej bardzo mocno wplótł Poznań w akcję książki,  sprawiając, że stał  się on jakby kolejnym,  bardzo ważnym bohaterem tego kryminału.

Kolejnym powodem, dla którego sięgnęłam po  „Upory spacerują nad Wartą” jest czas akcji, czyli rok 1985. Czasy PRL-u jak już wspominałam, są mi obce, a ja lubię, gdy książka dostarcza nam nie tylko rozrywki, ale też wiedzy. Ryszard Ćwirlej mistrzowsko zobrazował czasy PRL-u, kolejki przed sklepami, wódka lejąca się strumieniami, nawet, a zwłaszcza w pracy. Milicjanci, cinkciarze, przestępcy, esbecy – czasem trudno ich było od siebie odróżnić. W książce jest bardzo dużo bohaterów, początkowo naprawdę można się pogubić, ale szybko wysuwa się na pierwszy plan kilka  postaci. Kapitan Marcinkowski,  który prowadzi śledztwo, to rzetelny, solidny milicjant, choć kieliszkiem nie pogardzi. W śledztwie pomaga  mu młody i ambitny Mariusz Błaszkowski, drugiego takiego milicjanta w czasach PRL-u to ze świecą można szukać.  Obu Panów znam już dobrze z „Ostrej jazdy”, czyli kryminału, którego akcję Autor umieściła czasach współczesnych. Na szczególne wyróżnienie zasługuje Teofil Olkiewicz, milicjant z krwi i kości,  którego najlepszym przyjacielem jest zmrożona wódeczka.

Atmosfera PRL-u przedstawiona w książce,  ironia i czarny humor, zwłaszcza w wykonaniu Teofila Olkiewicza to największe zalety „Upiorów”.  Sam watek kryminalny jednak nie do końca mnie przekonał. Przez większość  książki śledztwo praktycznie nie ruszyło się do przodu, bardzo długo nie znano tożsamości ofiar, a ich zidentyfikowanie było raczej dziełem przypadku niż solidnej pracy milicjantów. Zostali oni przedstawieni w tak niekorzystnym świetle (z jednym małym wyjątkiem), że mogę mieć tylko nadzieję, że to czasy już dawno minione. Wódka, a raczej gorzała, leje się strumieniami, aż czasem zastanawiała się, jak oni są w stanie w miarę przyzwoicie funkcjonować.

Muszę jeszcze wspomnieć o języku. Mimo że od zawsze jestem związana z Poznaniem, to nie znoszę gwary poznańskiej. A już zwłaszcza tego „łe jery”, które tak bardzo upodobał sobie Olkiewicz. Z drugiej strony, ten język tylko dodaje wiarygodności i buduje odpowiednią atmosferę tamtych czasów. Nie zmienia to faktu, że przy każdym „łe jery” mi skóra cierpła na rękach.

„Upiory spacerują nad Wartą” to pierwsza część cyklu Milicjanci z Poznania. Książka bardzo dobrze oddaje atmosferę PRL-u i przepełniona jest czarnym humorem. Mimo że uwielbiam kryminały z drastyczną zbrodnią, akcją i inteligentnymi śledczymi to nie mogę się czepiać, że w tej książce tego zabrakło, bo inaczej byłaby niewiarygodna. Dobrze, że choć jeden z milicjantów potrafi przeprowadzić trafne analizy, bo inaczej powieść mogłaby być niestrawna.  Mam wrażenie, jakby watek kryminalny był trochę obok i stanowił dodatek do przedstawionego świata PRL-u, ale specjalnie mi to nie przeszkadzało. K

7

Premiera: 30 października 2019. 

Za egzemplarz ksiażki dziękuję: 
muza

Wydawnictwo Muza
Rok wydania: 
2019
Liczba stron: 479

Więcej w tej kategorii: « Kasztanowy ludzik Rytuały wody »

Korzystanie ze tej strony oznacza, że wyrażasz zgodę na korzystanie przez nas z plików cookie Jeśli będziesz kontynuować bez zmiany ustawień przeglądarki, przyjmujemy, że z przyjemnością otrzymasz wszystkie pliki cookie w witrynie wszystkieksiazkimowia.pl. Sprawdź politykę prywatności, aby uzyskać więcej informacji. Polityka prywatności