piątek, 20 wrzesień 2019 13:42

Kasztanowy ludzik

Kopenhagą wstrząsa seria brutalnych morderstw. Ofiary pozbawiono życia w niezwykle brutalny sposób, a morderca pozostaje nieuchwytny. Jedynym tropem, jaki policja znajduje na miejscu zbrodni, jest kasztanowy ludzik z odciskiem palca. Po jego identyfikacji okazuje się, że należy on do córki minister spraw społecznych, uznanej za zaginioną rok wcześniej. Czy te dwie sprawy się ze sobą łącza? Co symbolizują kasztanowe ludziki?

kasztanowy ludzi2k

Właśnie na taki kryminał czekałam, za takim kryminałem się stęskniłam. „Kasztanowy ludzik” ma w sobie wszystko to, za co uwielbiam skandynawską literaturę – klimat, brutalne morderstwo, seryjny morderca, tło społeczne z przesłaniem, a także albo przede wszystkim, inteligentni i wyraziści śledczy. Sprawę kasztanowego ludzika prowadzi para, na pierwszy rzut oka kompletnie niedobranych do siebie policjantów. Naia Thulin marzy o tym, by przenieść się do innego wydziału, natomiast Mark Hess został odesłany z Europolu w tajemniczych okolicznościach, za swoją niesubordynację. Pomiędzy tą parą iskrzy od samego początku, ale ich wzajemna niechęć i nieufność stopniowo ewoluuje. Zaimponował mi upór, z jakim Mark Hess dążył do wyjaśnienia sprawy porwania dziewczynki sprzed roku. Mark to bardzo tajemnicza postać, skrywająca swoje mroczne sekrety, ale przy tym niezwykle inteligentna i interesująca. Na jego tle Thulin wypada dość blado i nijako, ale może to i dobrze, bo dwie tak mocne postaci to mogłoby być za dużo. Może i ta para powiela trochę schematy typowych śledczych ze Skandynawii, ze swoimi tajemnicami, problemami, ale mi to zupełnie nie przeszkadzało.

Intryga jest tu dość mocno rozbudowana i wielowątkowa, dlatego wymaga sporej uwagi. Mimo że od samego początku intuicja podpowiadała mi, że wątek morderstw musi się jakoś łączyć z zaginięciem dziewczynki, to autor prowadził je jakby niezależnie od siebie. Dzięki temu możemy razem z upartym śledczym Hessem prześledzić wszystkie tropy i dojść do wyjaśnienia, które jest bardzo dobrze przemyślane i dopracowane w szczegółach. Cieszę się, że nie udało mi się wytypować mordercy, bo tym większą miałam radość z czytania (choć z podobnym pomysłem na sprawcę spotkałam się całkiem niedawno w innym, równie świetnym kryminale). Rozwiązanie tej sprawcy wcale nie jest takie łatwe, bo autor podrzuca nam sporo tropów, w tym część jest fałszywa. Gdy już mamy wrażenie, że zbliżamy się do jakiegoś przełomu, to tak naprawdę się od niego oddalamy.

„Kasztanowy ludzik” to nie tylko kryminał o seryjnym mordercy, który w brutalny sposób pozbawia życia młode kobiety. Morderca w ten sposób próbuje zwrócić uwagę na istotny problem społeczny, zadośćuczynić a przede wszystkim dokonać zemsty. Mnie ten aspekt społeczny bardzo zainteresował, ale jakakolwiek wzmianka na ten temacie byłaby spojlerem, dlatego nie będę o tym wspominać.

Oczywiście, że książka nie jest pozbawiona wad, mnie na przykład dość często zastanawiało, a może i trochę irytowała zachowanie policjantki Thulin, ale biorąc pod uwagę, że to debiut pisarski autora to można przymknąć oko na małe niedociągnięcia. Bohaterowie są dobrze wykreowani, choć wpisują w typowe schematy, intryga jest wciągająca i dopracowana. Dla mnie duży plus za tło społeczne. Właśnie takie kryminały chcę czytać, a „Kasztanowy ludzik” to idealna propozycja na jesień. K

8

Premiera 2 pażdziernika 2019. 

Za egzemplarz ksiażki dziękuję:
wab

 

Wydawnictwo W.A.B
Tłumaczenie: Justyna Haber-Biały
Rok wydania: 
2019
Liczba stron: 560

 

 

Korzystanie ze tej strony oznacza, że wyrażasz zgodę na korzystanie przez nas z plików cookie Jeśli będziesz kontynuować bez zmiany ustawień przeglądarki, przyjmujemy, że z przyjemnością otrzymasz wszystkie pliki cookie w witrynie wszystkieksiazkimowia.pl. Sprawdź politykę prywatności, aby uzyskać więcej informacji. Polityka prywatności