niedziela, 08 lipiec 2018 18:33

"Czy niebo też należy do nas?"

Rob i Anna poznali się zaraz po zakończeniu studiów, i choć charaktery mają zupełnie różne, to od razu wybuchło pomiędzy nimi uczucie. Dość szybko zdecydowali się na ślub, jednak powiększenie rodziny  nie było takie proste. Anna poroniła dwa razy, zanim na świat przyszedł Jack, ich oczko w głowie. Gdy chłopiec ma trzy lata pojawią się pierwsze niepokojące symptomy – utrata równowagi, zawroty głowy. Zaniepokojeni rodzice udają się do lekarza, a diagnoza zwala ich z nóg – nowotwór mózgu. Rozpoczyna się wyścig z czasem i walka o życie dziecka syna, podczas której Rob i Anna coraz bardziej się od siebie oddalają.

„Niebo na własność” to książka, która porusza jeden z najtrudniejszych tematów, jaki jesteśmy w stanie sobie wyobrazić, czyli śmiertelną chorobę dziecka. Ja nie unikam takich pozycji, wręcz przeciwnie, od czasu do czasu lubię zatopić się w wymagającej literaturze. Tym razem jednak trochę się obawiałam jak dam radę czytać o śmierci dziecka, gdy za ścianą śpi moja córka. Ta książka to prawdziwa karuzela uczuć. Od pozytywnych emocji szybko przechodzimy w te negatywne, a chwile szczęścia rodzinnego szybko mogą prysnąć jak bańka mydlana i przemienić się w chwile grozy.   No właśnie, w książce jest sporo takich pozytywnych momentów, jak np. wspólne wakacje, gdy możemy odetchnąć od tematu choroby. Dzięki temu książka nie jest tak dołująca i przygnębiająca jak wydawałoby się na pierwszy rzut oka.

niebo na własność2

Zaskoczył i przyznam, że trochę rozczarował mnie początek książki, gdzie Autor dość rozwlekle pisze o wydarzeniach z życia Roba i Anny przed narodzinami syna. Te pierwsze  kilkadziesiąt stron strasznie mi się ciągnęły. Teraz, z perspektywy całej książki myślę, że ten przydługi wstęp miał za zadanie  zaznaczyć różnice w charakterach tej pary, ponieważ z chorobą syna zarówno Anna jak i Rob starali się poradzić na swój sposób. Walka o życie Jacka była oczywiście bardzo emocjonalna i poruszyła nawet mnie (a ja niełatwo ulegam emocjom), ale samo zakończenie znowu było dla mnie małym rozczarowaniem. Rozciągnięte do granic możliwości, tak jakby Autor chciał nam wytłumaczyć zachowanie każdego z bohaterów , usprawiedliwić ich wybory. Myślę, że można by to zrobić krócej i zostawić trochę wolnej przestrzeni na refleksję.

 

„-Tatusiu- powiedział, wskazując na czerwony zachód słońca, księżyc i smugi pozostawione na niebie przez samolot – Czy niebo też należy do nas?”

 

Rzuciły mi się w oczy dwie bardzo ważne kwestie poruszone przez Autora w związku z nowotworem Jacka. Po pierwsze to taka nieporadność i niewiedza jak się zachować w sytuacji, gdy kogoś z naszych znajomych  dotyka taka tragedia. Te wyświechtane banały i frazesy typu „będzie dobrze” i „uszy do góry” na pewno irytowałby mnie jeszcze bardziej niż Roba i Annę, Trudno się dziwić, że uciekli w świat wirtualny i szukali pomocy i wsparcia na różnych forach. Kolejna rzecz, o której pisze Autor to podejście do leczenia i pogodzenie się z wyrokiem. W przypadku Roba i Anny było to o tyle trudne, że oboje mieli odmienny stosunek do tego, jakie leczenie zastosować u syna. Czy mamy prawo ich oceniać? Czy szukanie alternatywnych metod w klinice za granicą jest lepsze niż pogodzenie się z losem? Jak można postawić taki dylemat przed rodzicami dziecka, które kocha się najmocniej na świecie?

Całą historię poznajemy z punktu widzenia Roba, to on jest narratorem. Trochę żałuję, że Anna również nie została dopuszczona do głosu, bo jej charakter, stosunek do pracy, oszczędzania czy choćby planów na przyszłość jest mi bardzo bliski. W ogóle Autor skupił się na przedstawieniu tematu z punktu widzenia rodziców, ich słodko-gorzkiej wzajemnej relacji i tego jak się zmieniała wraz z czasem.

niebo na własność

Podczas czytania tej książki nie opuszczała mnie myśl, dlaczego Luke Allnutt podjął się tak trudnego i niepopularnego przecież tematu? Odpowiedz znalazłam w jego podziękowaniach. Autor sam zmagał się z chorobą nowotworową i być może był to jego sposób na poradzenie sobie z przeżyciami, rozliczenie z chorobą. W sposobie jaki Autor pisze o nowotworze widać to doświadczenie, co jest niewątpliwym plusem książki, dodaje całej historii realizmu.

„Niebo na własność” to książka, która nie porwała  mnie w takim stopniu jak na to liczyłam. Na pewno jest to bardzo ciekawy opis poświęcenia na jakie stać tylko rodziców. Owszem, można tu znaleźć wzruszające sceny, a nawet i poetyckie, pełne cierpienia, strachu, bólu, ale też ciepła, miłości i wrażliwości Jednak czegoś mi tu zabrakło. Może to przez to zakończenie, moim zdanie za długie i przegadane? Niestety na jedno zasadnicze pytanie ta książka nie udziela nam odpowiedzi, jak poradzić sobie ze śmiercią dziecka? Ale na to pytanie chyba nikt nie zna prawidłowej odpowiedzi. K. 

PPREMIERA 18.07.2018

Za możliwość przeczytania książki przed premierą dziękuję 

otwarte


Wydawnictwo: Otwarte
Tłumaczenie: Grażyna Woźniak
Rok wydania: 2018
Liczba stron: 400

 

Korzystanie ze tej strony oznacza, że wyrażasz zgodę na korzystanie przez nas z plików cookie Jeśli będziesz kontynuować bez zmiany ustawień przeglądarki, przyjmujemy, że z przyjemnością otrzymasz wszystkie pliki cookie w witrynie wszystkieksiazkimowia.pl. Sprawdź politykę prywatności, aby uzyskać więcej informacji. Polityka prywatności