niedziela, 06 maj 2018 18:06

„Call me by your name“

 

Lata 80., małe miasteczko B. gdzieś we Włoszech. 17- letni Elio spędza tutaj co roku wakacje ze swoimi rodzicami. Elio to bardzo inteligentny młodzieniec, całe dnie poświęca na transkrybowanie muzyki i czytanie książek. Jego ojciec jest profesorem uniwersyteckim i jak co roku przyjmuje u siebie młodego studenta na okres letni. Tym razem pojawia się Oliver. 24- letni amerykanin z miejsca zyskał sympatię prawie wszystkich. Wydaje się, że tylko Elio zachowuje do niego dystans. Jednak początkowa niechęć stopniowo zmienia się w zupełnie inne uczucie...

„Tamte dni, tamte noce” to kolejny przypadek, gdzie filmowa wersja była tą pierwszą przeze mnie poznaną. Muszę przyznać, że bardzo się cieszę, że tak się stało, ale o tym troszkę później.

tamte dni tamte noce

André Aciman sięgnął po dosyć utarty schemat w literaturze: lato, gorący romans, cały wachlarz uczuć jaki temu może towarzyszyć. Jednak co tutaj było dla mnie nowością, to fakt, że dotyczy dwóch mężczyzn. Pociąg fizyczny często wychodzi na pierwszy plan, co muszę przyznać, nie do końca mi odpowiadało (i absolutnie nie chodziło o to, że jest to relacja homoseksualna). Momentami było to delikatnie zbyt wulgarne. Myślę, że mogło to być też spowodowane tym, że poznajemy wydarzenie z perspektywy Elio, który miał wtedy 17 lat. Dlatego też jego spojrzenie na seksualność może się jednak delikatnie różnić od starszych od niego osób a smileChoć przez jego młodość jest doskonale pokazane, jak człowiek może się zatracić w uczuciu do jednej osoby. Każdy z nas chyba słyszał określenie „szczeniacka miłość”?

Muszę przyznać, że jest to romans zupełnie inny niż wszystkie. Tak, homoseksualny, lecz nie to jest tutaj istotne. Autor serwuje nam chyba wszystkie możliwe uczucia: niechęć, pożądanie, ogromną miłość, radość, uzależnienie, smutek, tęsknotę. Mam wrażenie, że każdy może się z nimi identyfikować. Na pierwszy plan wychodzi tutaj relacja między dwójką ludzi, płeć nie gra roli. Liczy się to, co oni do siebie czują. A także to jak poradzą sobie z tymi emocjami. Aciman doskonale ukazał nam perspektywę 17-letniego Elio, jednak czego mi brakowało, to właśnie spojrzenia ze strony Olivera. Myślę, że świetnie uzupełniłaby całość.

Tym, co odróżnia książkę od filmu jest ostatni rozdział. W nim poznajemy zakończenie tego „love story”. I muszę przyznać, że to właśnie z tego powodu cieszę się, że sięgnęłam po książkę. Czytając „Tamte dni, tamte noce” doskonale wiemy co się stanie. Wiemy, że uczucie między dwójką bohaterów nie ma racji bytu. Z końcem lata Oliver wróci do Ameryki. Czy jednak będzie to koniec ich znajomości? Czy był to tylko jednorazowy letni romans?

„Wiedziałem, że nasze minuty są policzone, chociaż nie miałem odwagi ich liczyć”

Ekranizację wyreżyserował Luca Guadagnino. W rolach głównych wystąpili Timothée Chalamet (Elio) i Armie Hammer (Oliwer). Film zdecydowanie odbiera się różnymi zmysłami. Czujemy na sobie to gorące włoskie słońce, czujemy zapach moreli (które w tym filmie odgrywają ważną rolę). Jest to ogromnie zmysłowe, sensualne kino. Główne role są dopasowane idealnie. Chemia między bohaterami jest widoczna od pierwszych scen. Oliver stworzony przez Armiego Hammera podobał mi się zdecydowanie bardziej niż książkowy, podobnie jak Elio. Timothée Chalamet był mi zupełnie nieznany. Jednak jego wersja 17-latka była dużo mniej niedojrzała. Tutaj ich uczucie było dla mnie dużo lepiej wygrane, a także dużo bardziej zrozumiałe niż w książce. Oczywiście, i w ekranizacji, pożądanie i seksualność odgrywa ogromną rolę, jednak reżyserowi udało się to pokazać z tak ogromnym smakiem, że w filmie to emocje wychodzą na pierwszy plan (co w książce momentami tak nie wyglądało). Na koniec nie mogę nie wspomnieć o scenie monologu ojca. Odgrywa ona ogromną rolę w obu wersjach, jednak to dzięki Michaelowi Stuhlbargowi nabrała ona życia! Jest to jedna z najlepszych scen filmowych jakie widziałam w całym swoim życiu (a widziałam ich jednak wiele). Każdy powinien ją zobaczyć!

„Natura ma sprytne sposoby na znajdowanie naszego najsłabszego punktu. (...) Jeśli jest ból, pielęgnuj go, a jeśli jest płomień, nie zdmuchuj go, nie obchodź się z nim brutalnie.”

tamte dni tamte noce2

Dlaczego się cieszę, że jednak film widziałam pierwszy? Bo absolutnie mnie zachwycił. A nie jestem pewna czy książka zrobiłaby to samo. Powieść Acimana jest świetnym uzupełnieniem i może dla młodszego czytelnika stanowi większą wartość. Ja jednak jestem zakochana w filmie, który przemawia do mnie zdecydowanie mocniej. Widz dosłownie przenosi się do Włoch, przeżywa każdą emocję z bohaterami. Nic w tej produkcji nie jest przypadkowe, wszystko jest przemyślane i przekazane widzowi w bardzo piękny sposób. Jednym słowem: niesamowity!

I na koniec jeszcze jeden mały minus. Tytuł. Angielska wersja „Call me by your name” pasuje zdecydowanie lepiej do samej treści książki. Oczywiście, ten zwrot jest przetłumaczony, jednak mam wrażenie, że nie ma tak silnego oddziaływania. A wersja „Tamte dni, tamte noce” sugeruje raczej mdłe letnie romansidło. E

 


Wydawnictwo: Poradnia K
Tłumaczenie: Tomasz Bieroń
Rok wydania: 2018
Liczba stron: 330

 

 

 

Korzystanie ze tej strony oznacza, że wyrażasz zgodę na korzystanie przez nas z plików cookie Jeśli będziesz kontynuować bez zmiany ustawień przeglądarki, przyjmujemy, że z przyjemnością otrzymasz wszystkie pliki cookie w witrynie wszystkieksiazkimowia.pl. Sprawdź politykę prywatności, aby uzyskać więcej informacji. Polityka prywatności