wtorek, 13 luty 2018 12:43

Odcięci od świata

 

Islandia, jeden z najlepiej zorganizowanych krajów na świecie, traci kontakt ze światem. O godzinie 3 w nocy na tej wyspie położonej poniżej koła podbiegunowego przestaje działać Internet, nie można nawiążać kontaktu z samolotami, statkami, nie ma połączenia radiowego. Zdezorientowani mieszkańcy nie wiedzą co jest przyczyną kryzysu, nowo powstały rząd manipuluje informacjami a wyspa zamienia się krainę chaosu. Szybko staje się jasne, że z powodu braku dostaw z zagranicy wkrótce zabraknie żywności, paliwa, leków i wielu innych produktów niezbędnych do przeżycia.

Lubię czytać książki dystopijne, wizja końca świata i jej przebieg w jakiś nienormalny sposób mnie fascynuje. Oczywiste było, że wraz z rozwojem technologii i naszego coraz większego uzależnienia od niej, ta wizja zagłady pójdzie właśnie w tym kierunku. Brak kontaktu ze światem, z bliskimi przebywającymi za granicami kraju, a co najistotniejsze w tej sytuacji brak dostaw skazuje Islandię na przestawienie się na samowystarczalność albo śmierć.

wyspa

Istotę tej tragedii, tą grozę życia udało się Autorce przedstawić dzięki spojrzeniu na całą sytuację oczami różnych bohaterów. W centrum wydarzeń jest dziennikarz Hjalti, który dzięki znajomości z panią premier jest dopuszczony do działań rządu, początkowo jako dziennikarz mający publikować propagandowe teksty, a potem jako doradca rządu. Ta część książki, ściśle związana z polityką wydaje mi się być najciekawsza. Mamy tu do czynienia z manipulowaniem faktami przez rząd, ukrywaniem prawdy, aresztowaniami wrogów nowego rządu, a nawet  stworzeniem coś na kształt getta dla wszystkich obcokrajowców przebywających na wyspie. Na pierwszy rzut oka takie zachowanie może nas oburzać, ale w czasach gdy raj na ziemi zamienia się w piekło wszystkie decyzje są trudne.

Sam pomysł Autorki bardzo mi się podoba, samotna wyspa, położona z dala od kontynentu to idealne miejsce do fabuły tej książki Niestety jego rozwinięcie mnie rozczarowało.Björnsdóttir podaje tylko najistotniejsze fakty, dokonuje dużych skoków czasowych, a bohaterowie są tak wykreowani, ze trudno mi się było z nimi solidaryzować i trzymać kciuki za ich przetrwanie. Byłam tylko biernym obserwatorem wydarzeń, Autorce nie udało się przenieść mnie na wyspę i przeżywać ten kryzys z tej bohaterami. 

wyspa2

Najbardziej przeszkadzało mi jednak to, że nikt z bohaterów nie próbował dowiedzieć się co się stało, poza jedną panią redaktor, która była raczej drugoplanową postacią. Nikogo z mieszkańców wyspy ale przede wszystkim władz nie interesowała przyczyny tej sytuacji. Autorka nie próbowała podsunąć Czytelnikom żadnego pomysłu na to, co spowodowało zerwanie kontaktu ze światem. Akcja książki trwa prawie rok, i przez ten czas informatykom ani żadnym specjalistom nie udało się naprawić połączenia internetowego, czy nawiązać kontaktu z wieżami lotniczymi? Trudno mi sobie to wyobrazić.

Powieść dystopijna ma za zadanie nami wstrząsnąć, poruszyć, zmusić do przemyśleń. „Wyspa” mną nie wstrząsnęła, ale na pewno dała do myślenia. Czy tylko kraje wyspiarskie dotyczy ten czarny scenariusz? Książka opowiada o powolnym upadku cywilizacji, a co za tym idzie o upadku człowieczeństwa, gdy główną potrzebą jest zaspokojenie głodu. Z całą pewnością jest to książka, która zasługuje na uwagę, którą warto przeczytać, ale jak dla mnie najlepsza książką dystopijną nadal pozostaje „Wiek cudów”. K

PREMIERA: 14 LUTY 2018

 

 


Wydawnictwo: Literackie
Tłumaczenie: Jacek Godek
Rok wydania: 2018
Liczba stron: 285

 

Więcej w tej kategorii: « Rysunki kredą Jak pachnie strach? »