sobota, 17 czerwiec 2017 18:46

Minimalistyczny perfekcjonizm

Nie jest żadną tajemnicą, że uwielbiam kryminały i thrillery psychologiczne. Z dużym zainteresowaniem czytałam kolejne pozytywne opinie i recenzje „Lokatorki” JP Delaney’a, a gdy nie znalazłam żadnej negatywnej sama postanowiłam się przekonać, co zadecydowało o fenomenie tej książki.

Jane Cavendish, młoda kobieta po ciężkich doświadczeniach życiowych, wprowadza się do ultranowoczesnego mieszkania przy Folgate Street 1. Ma nadzieję na zaczęcie swojego życia na nowo. Mieszkanie to wydaje się być idealnym miejscem do porządkowania życiowego chaosu, ponieważ wymaga dostosowania się do surowych reguł i zasad narzuconych przez właściciela, a jednocześnie architekta tego wyjątkowego mieszkania, Edwarda Monkforda. Wkrótce po przeprowadzce Jane dowiaduje się, że zmarła tutaj poprzednia lokatorka, Emma. Na własną rękę próbuje dowiedzieć się czy było to samobójstwo czy morderstwo i kto mógł to zrobić (co ciekawe, Emma również prowadzła śledztwo, tylko w sprawie śmierci żony Edwarda).. Szybko okazuje się, że obie lokatorki mają ze sobą wiele wspólnego: ten sam kolor oczu, podobne rysy twarzy, traumatyczne wydarzenia, które spowodowały chęć zaczęcia wszystkiego od nowa oraz enigmatyczny związek z właścicielem mieszkania. Dzieli je tylko to, że Emma już nie żyje, a Jane jeszcze tak.

                                                                                           "W środku dom jest tak elegancki i wymuskany jak galeria sztuki"


Czytając opis mieszkania przy Folgate Street 1 zastanawiałam się kto chciałby mieszkać w tak ascetycznych wnętrzach? Na pewno nie ja! Jedną z zasad (a jest ich aż 200!), jakie obowiązywały lokatorów był całkowity brak książek! Oprócz tego właściciel nie życzył też sobie dywanów, kwiatów, żadnych obrazów, ozdób i bibelotów (to akurat jestem w stanie zrozumieć a smile) a także zwierząt i dzieci. Mieszkanie było naszpikowane nowoczesną technologią, która na niejednym gadżeciarzu zrobiłaby wrażenie. To co mnie przeraziło najbardziej to wypełnianie kwestionariuszy, ciągła ewaluacja postępów, bez której np. lokatorki nie miały dostępu do ciepłej wody.

Główne postaci powieści również są świetnie wykreowane, co wymagało od autora sporo pracy i kreatywności. Edward Monkford to narcystyczny socjopata, zakochany w minimalizmie, projektujący według tej zasady domy, posiadający minimalną liczbę przedmiotów osobistych i narzucający minimalizm ludziom w swoim otoczeniu. Mężczyzna, podobnie jak Emma i Jane, doświadczył traumatycznych przeżyć, co może tłumaczyć jego obecne zachowanie. (Czy tylko mi Edward przypomina Christiana Grey’a? lol Obaj to przystojni, wpływowi i bogaci mężczyźni, którzy lubili podporządkować sobie kobiety zarówno w łóżku, jak i w życiu. Na szczęście na tym podobieństwa do słynnego erotyka się kończą laugh.) Z kolei Emma i Jane to kobiety z przeszłością, chcące odnaleźć bezpieczeństwo w mieszkaniu przy Folgate Street 1. Na początku książki współczułam im, kibicowałam, jednak im dalej posuwała się akcja tym bardziej autor odkrywał kolejne tajemnice a moje uczucia do bohaterek stopniowo się zmieniały (choć muszę przyznać, że większą sympatię wzbudziła u mnie Jane).

                                                                           [...] nie można opowiedzieć drugi raz tej samej historii i spodziewac sie innego zakończenia."

Książka bardzo pozytywnie mnie zaskoczyła. Wciąga od pierwszych stron, autor ma lekkie pióro i stopniowo buduje napięcie. Akcja opowiedziana jest z punktu widzenia obu lokatorek, Jane oraz Emmy. Ich wypowiedzi następują naprzemiennie a w początkowej części książki uzupełnią się nawzajem, przez co opis ascetycznego mieszkania i skompilowanej procedury ubiegania się o wynajem jest pełny i bez niepotrzebnych powtórzeń. Dzięki tak zastosowanej narracji możemy dostrzec podobieństwa i różnice u obu bohaterek oraz w ich relacji z Edwardem Monfordem. Ja jednak po tylu pozytywnych opiniach spodziewałam się po tym thrillerze więcej grozy. Dla mnie było to bardziej powieść psychologiczna z elementami thrillera a smile. Emocji jednak tej książce nie można odmówić. Na uwagę zasługuje zakończenie książki, które było dla mnie dużym zaskoczeniem. Miałam dwa typy jeśli chodzi o zabójcę Emmy, oba nie trafione, dzięki temu, że autor umiejętnie mylił tropy.

„Lokatorka” to mroczna i poruszająca powieść, pełna ciekawych spostrzeżeń o ludzkiej naturze i trudnych dylematów. Niezwykły klimat domu, nowoczesne technologie, mroczne tajemnice oraz ekscentryczny architekt – to połączenie sprawia, że książkę bardzo dobrze się czyta. Polecam nie tylko fanom thrillerów, nie zawiedziecie się. K.

P.s. Nie mogę doczekać się ekranizacji „Lokatorki”, która już niebawem ma trafić na ekrany kin. Reżyserem filmu jest Ron Howard, twórca takich hitów jak „Kod da Vinci”, „Inferno” czy „Apollo 13”.

lokatorka

 


Rok wydania: 2017
Oprawa: broszurowa ze skrzydełkami
Wydawnictwo: Otwarte
Liczba stron: 461