czwartek, 18 styczeń 2018 13:25

"Gdzie zmarli opowiadają swoje historie"

 

Jako zdeklarowana fanka serialu „Kości“, a także wszystkich chyba CSI (laugh) nie mogłam przejść obojętnie obok tej książki. Nie jest to typowy kryminał, jednak ma w sobie coś, co sprawiało, że nie mogłam się od niej oderwać.

Bill Bass to antropolog, który w 1971 roku założył tytułową Trupią Farmę (Ośrodek Antropologii Sądowej Uniwersytetu Tennesee- tak brzmi pełna nazwa). Dokładnie w tym miejscu badane są procesy rozkładu zwłok ludzkich poddane różnym czynnikom (typu pogoda, woda, bagna, zakopane ciała czy ukryte w bagażnikach).

Bardzo podobało mi się to, że poznajemy cały proces powstawania nowej Farmy od początku. Od momentu, kiedy była tylko pomysłem w głowie antropologa aż po realizacje. A że sam projekt był dosyć kontrowersyjny, Bill Bass pokazuje wszystkie trudności, jakie po drodze musiał pokonać. Jednak dzięki jego motywacji i samozaparciu zrewolucjonizował współczesną medycynę sądową.

trupia farma2

Ciężko w kontekście tej książki mówić o jakiejkolwiek fabule. Bill Bass opisuje nam swoją karierę zawodową, w której pełno jest pasjonujących śledztw. Sama lektura przypominała mi oglądanie serialu, ponieważ każdy rozdział przybliżał nam inne śledztwo. Jednak ich mnogość może być delikatnym minusem, choć przyznam się, że mi to absolutnie nie przeszkadzało. Jedyny minus jaki rzucił mi się w oczy, była mnogość terminów medycznych. Jakoś udawało mi się nie pogubić (profil biol-chem się kłania laugh), jednak ich ilość była przeogromna! A co najśmieszniejsze! Dopiero po przeczytaniu książki zorientowałam się, że na końcu jest słowniczek opisujący kości, a także obrazki ludzkiego szkieletu (facepalm laugh).

Ogromnie zapadła mi też w pamięć jedna sytuacja, z którą chyba autor miał ogromny problem. Jeden raz (a było to na początku jego kariery jako antropologa sądowego, kiedy to badanie rozkładu zwłok nie było aż tak rozwinięte), zdarzyło mu się źle określić czas zgonu ofiary. Pomylił się niemal o sto trzynaście lat przy podawaniu daty śmierci pewnego gentlemana laugh I tyle razy w książce wspomina swoją pomyłkę, że widać , że stanowi ona jego piętę achillesową.

W książce nie brakuje też humoru, choć jest to humor ogromnie specyficzny. Nie spodoba się każdemu, niektórzy wręcz uznają go za niesmaczny a smile

trupia farma3

“Opuściłem mój posterunek przy piecyku tylko na moment, by wyjść do toalety; kiedy wróciłem, brudna piana, zupa z mózgu i inne cuchnące składniki przelewały się nad krawędzią garnka i wsiąkały we wszystkie zagłębienia i szczeliny kuchenki. (...) wydedukowałem szybko, że codzienne inhalacje tego rodzaju  pewnością nie będą sprzyjać zachowaniu małżeńskiej harmonii, więc wkrótce Ann była dumną posiadaczką nowej kuchenki.”

“Trupia farma” to na pewno pozycja obowiązkowa dla wszystkich wielbicieli zagadek kryminalnych z lekkim dreszczykiem, których nie odstrasza dosyć sugestywny opis zwłok a smile Dla mnie była to miła odmiana po tradycyjnych kryminałach a smile E.

 


Wydawnictwo: Znak
Tłumaczenie: Janusz Ochab
Rok wydania: 2017
Liczba stron: 341