wtorek, 11 lipiec 2017 06:01

Everest

Każdy kto mnie dobrze zna, wie jak kocham góry. Uwielbiam uczucie wolności, które towarzyszy każdemu zdobyciu choćby najmniejszego szczytu górskiego. I chociaż taka wspinaczka, o jakiej będzie tutaj mowa, jest poza moim zasięgiem, moja fascynacja nie zna granic. a smile

Tuż przed premierą filmu “Everest” w 2015 roku wpadła mi w ręce książka Jona Krakauera “Wszystko za Everest”. Jest to książka o pamiętnej wyprawie z 1996 roku, w której to Krakauer brał udział razem z Beckiem Weathersem, autorem książki “Everest. Na pewną śmierć”, po którą to sięgnęłam całkiem niedawno. Tytuł jest tutaj ogromnie sugestywny, zwłaszcza, że w tej wyprawie zginęło 8 osób.

Początek książki to relacja z wydarzeń na Evereście z maja 1996 roku. Poznajemy też bliżej autora książki, co ma dosyć znaczący wpływ na jej odbiór (przynajmniej dla mnie). Beck Weathers opowiada o warunkach panujących w obozach, o ludziach, którzy brali z nim udział w nieszczęsnym przedsięwzięciu. Szybko też przechodzi do momentu kulminacyjnego, czyli samego wejścia na szczyt góry. Jemu akurat nie udało się jej zdobyć przez problemy zdrowotne, ale może to go właśnie uratowało. Chociaż jego powrót też był wątpliwy. Został uznany za martwego i zostawiony przez innych wspinaczy na śmierć. Jednak cudem wybudził się pomimo wyziębienia organizmu i dotarł do obozu na własnych nogach.

“Gdybyście wiedzieli, że za godzinę umrzecie o czym byście myśleli? Co zaprzątałoby wasze głowy w tych ostatnich chwilach?"


Dzięki niesamowitemu zaangażowaniu jego żony, Peach, a także przyjaciół, znaleziono pilota, który odważył się polecieć po niego. Jednak mało kto zdawał sobie sprawę ile ryzykuje pilot wzbijając helikopter na taką wysokość. Wszystko przebiegło na szczęście bez komplikacji, a Beck trafił do szpitala z ogromnymi odmrożeniami. Stracił w wyniku tej eskapady praktycznie obie dłonie i nos.

Ta książka jest podzielona na dwie części. Pierwsza opowiada o ataku na Everest i o powrocie z niego, a druga to autobiografia. Niestety ta część o wyprawie zajmuje tylko może ⅓ książki, co mnie troszkę rozczarowało (zwłaszcza po lekturze książki Jona Krakauera, która w całości jest jej poświęcona). Jednak druga część zdecydowanie bardziej przybliża nam psychikę i motywację autora, co ma ogromne znaczenie dla pełnego obrazu tego człowieka.
Beck Weathers to patolog, mąż i ojciec. Jednak zawsze w jego życiu czegoś brakowało, coś było nie tak. Autor nie oszczędza sam siebie. Przyznaje się głośno do depresji, do tego, że był kiepskim mężem i ojcem. I to właśnie depresja popchnęła go we wspinaczkę. Początkowo niegroźne hobby przybrało nieoczekiwany kształt. W książce jest mnóstwo wstawek, w których wypowiada się jego żona, dzieci, rodzina i przyjaciele. Dzięki temu mamy też różne punkty widzenia, co pokazuje, że jedna rzecz może być zupełnie inaczej odebrana przez każdego z nich. Autor pokazuje co go popychało do kolejnych wyjazdów w góry, do zdobycia kolejnego szczytu i kolejnego. I na koniec sam Everest, gdzie bierze udział w wyprawie organizowanej przez firmę Roba Halla (swoją drogą strasznie mi go brakowało w tej książce, a jest to jedna z osób, które zginęły na szczycie). Widać też, jak mało zrozumienia dla jego pasji miało jego otoczenie.

everest2

I przechodzimy tym samym do najważniejszego chyba punktu. Większość ludzi czytając taką relację ma myśli typu: na co mu to było? Sam się o to prosił. Ja jednak miałam odczucia zupełnie inne. Mnie wspinaczka wysokogórska od zawsze ogromnie fascynowała. Mam ogromny szacunek do ludzi, którzy tę pasję rozwinęli. Jednak w tej książce jest bardzo dobitnie pokazane jakim kosztem. Człowiek musi poświęcić wszystko. Czasami i swoje życie. I himalaiści decydują się na to świadomie. Wiedzą, że wchodząc na szczyt Everestu mogą z niego już nigdy nie wrócić. Zastanawiam się tylko jakiego rozmiaru musi to być miłość, pasja, chęć przygód, żeby tyle ryzykować? A z drugiej strony fascynuje mnie niesamowicie to ile człowiek jest w stanie zrobić, żeby osiągnąć swój cel. I ile zaryzykować. Już na przykładzie Weathersa widać ile wysiłku włożył w przygotowanie fizycznej formy na wyprawę. I przecież wiedział, że wejście na Everest to zaszczyt, którego dostąpiło niewielu. A jeszcze mniej dostąpiło zaszczytu powrotu. Dlaczego jednak się na to zdecydował? Pasja. Chociaż można to też już chyba nazwać obsesją.
Jednak Beck dostał od życia drugą szansę. Cudem dotarł do obozu, cudem wrócił do domu. I doskonale widzimy przemianę jaka się w tym człowieku dokonała. Dopiero taki obrót wydarzeń uświadomił mu ile znaczy dla niego żona i dzieci. Ile poświęcił w imię pasji i ile mógł przez to stracić. Beck nie szczędzi tutaj dobitnych opisów dolegliwości poeverestowych, które bardziej bawią niż smucą. Co pokazuje jak niesamowity dystans do tego ma też bohater.

“Zdarzały się też sytuacje makabrycznie zabawne. Pamiętam, jak siedziałem sobie spokojnie na krześle, gdy nagle spadł mi na rękę spory kawałek brwi, łącznie z włosami. Później, gdy szedłem przez korytarz, od mojej lewej stopy oderwał się duży palec, który przeturlał się po podłodze i zatrzymał pod ścianą.”


Beck Weathers wrócił do pracy patologa. Został również mówcą, który inspiruje ludzi na całym świecie.

Książka “Everest. Na pewną śmierć” to idealna książka dla takiego miłośnika gór jak ja. Jeśli Was tak samo fascynuje wspinaczka to ogromnie polecam! I mimo, że to książka Jona Krakauera zajmuje wyjątkowe miejsce w moim sercu, to jestem ogromnie zadowolona, że sięgnęłam po relację innej osoby w tej wyprawy.

everest

Oczywiście muszę też wspomnieć o filmie “Everest” z 2015 roku w reżyserii Baltasara Kormákura. I tutaj pojawiają się 2 głosy: jednym (tak jak i mi) film się ogromnie podoba. Drudzy twierdzą, że jest nudny. Moim zdaniem, może to wynikać z faktu, że dużo osób (które ja znam i które tak twierdziły) miały zerową znajomość całej historii wyprawy z 1996 roku. A to znacząco wpływa na odbiór filmu. Ja się cieszę, że najpierw sięgnęłam po książkę. Mogłam dużo bliżej poznać postaci i się do nich przywiązać. Fabuła filmu toczy się dosyć powoli, ale według mnie to plus. Widzimy ile czasu zajmuje przygotowanie się do wejścia na szczyt najwyższej góry świata. A kiedy już zaczyna się faktyczna wspinaczka - zaczyna się walka z żywiołem. Sceny pod Everestem są tym bardziej wiarygodne, że były kręcone w Himalajach u podnóża góry, a każdy z aktorów dotarł samodzielnie do obozu bazowego. Momenty wspinaczki na szczyt były już kręcone we Włoszech. W prawdziwym śniegu, w prawdziwym zimnie i z prawdziwym wiatrem. Co nadaje całemu przedsięwzięciu autentyczności. Film według mnie bardzo dobrze pokazuje ile wysiłku musieli w całą wyprawę włożyć wszyscy jej uczestnicy. 1996 rok był też rokiem, gdzie na Evereście znalazło się mnóstwo wypraw komercyjnych. Momentami tworzył się wręcz zator, co miało również wpływ na bieg wydarzeń. A kiedy zaczyna się burza śnieżna ja nie potrafię siedzieć spokojnie. Za każdym razem mam ciarki (tak, widziałam ten film więcej niż raz a smile). Myślę, że reżyserowi doskonale udało się oddać potęgę góry, a także sił natury. Widzimy jak malutki jest człowiek i jak mało może. Aktorzy mogli poznać osobiście uczestników wyprawy którzy przeżyli, a także bliskich osób, które na zawsze pozostały na Evereście. Co również moim zdaniem widać - jest mnóstwo scen czy rozmów oddanych 1:1.

Zarówno film, jak i książki, ogromnie polecam! I to nie tylko dla takich miłośników gór jak ja a smile A jeśli chcecie wiedzieć dlaczego ci ludzie zdecydowali się na wyprawę na Everest, odpowiedź jest prosta! (a to pytanie, jak i odpowiedź, pojawia się wszędzie) BO JEST! E.

gory

gory2

gory3

 


Rok wydania: 2015
Oprawa: broszurowa ze skrzydełkami
Wydawnictwo: Agora
Liczba stron: 308