środa, 14 marzec 2018 15:34

Dlaczego nie czytam romansów?

 

Zawsze uważałam się za osobę twardo stąpającą po ziemi. Bujanie w obłokach i nierealne marzenia to nie dla mnie. A niestety, książę na białym koniu, czy jak kto woli przystojny milioner po 30-stce, nadal wolny, bez zobowiązań i wad to jest raczej nierealne marzenie. Dlaczego wspominam o tym wymarłym gatunku? Bo taki obraz miłości najczęściej dostajemy w książkach o tematyce miłosnej. A ja wolę czytać o historiach bardziej prawdziwych,które trzymają się bliżej ziemi, nie chmur. Jedynym wyjątkiem jest klasyka romansu, czyli „Przeminęło z wiatrem” (swoja drogą moja ukochana książka) i powieści Jane Austen. Są to jednak książki, a zwłaszcza „Przeminęło z wiatrem”, które nie zajmują się tylko romansami, a niosą dużo ważniejsze i ciekawsze treści.

nie czytam romansów3

Ktoś mógłby mi zarzucić, że przecież w tak uwielbianych przeze mnie kryminałach, czy thrillerach też opisywane są historie wyssane z palca. Ale czy na pewno? Ile to razy słyszeliśmy, ze Autorzy przelewali na papier albo realne wydarzenia, albo zainspirowali się seryjnymi mordercami, głośnymi sprawami z pierwszych stron gazet. Przykładów nie trzeba daleko szukać: Jørn Lier Horst, norweski pisarz, były policjant, który w swoich kryminałach wykorzystuje sprawy, które sam prowadził. A w ilu powieściach romantycznych mamy realny wątek, a nie historie wyssane z palca?

Romanse to książki, które często są przesłodzone, przerysowane i raczej niewiele mają wspólnego z prawdziwym życiem. Nie mam nic przeciwko wątkom miłosnym w książkach, które czytam, o ile nie zajmują one całej książki. Urozmaicenie każdemu jest potrzebne a i miłość jest ważną składową naszego życia, więc nie rezygnuje z kryminałów czy choćby powieści obyczajowych, w których pojawia się romans miedzy bohaterami. Ale za dużo cukru może zaszkodzić.

Kompletnie nie trafia do mnie też argument miłośników tego gatunku, że romanse mogą rekompensować nam to czego brakuje nam w rzeczywistości. Moim zdaniem działa to zupełnie odwrotnie, w najlepszym wypadku zepsuje humor, w najgorszym – wpędzi w depresję. Bo w jaki sposób ma pomóc nam opis luksusowego mieszania, umięśnionego nagiego torsu na egzotycznej plaży, gdy nie posiadamy żadnej z tych rzeczy?

nie czytam romansów

Nie zaprzeczam, że czytanie historii miłosnych może być niezłą rozrywką (i pewnie lepiej czytać romanse, niż nic nie czytać:laugh), ale ja się przy nich zwyczajnie nudzę. Lubię, gdy Autor stawia przede mną zagadkę do rozwiązania, gdy akcja nie jest oczywista, albo po prostu lubię czytając biografie czy książki popularnonaukowe dowiedzieć się czegoś nowego. Nie sądzę, by romanse spełniały którekolwiek z tych kryteriów.

P.s. Oczywiście, nikogo nie chciałam urazić tym postem, i nie jestem sfrustrowaną starą panną, która chce pożalić się w Internetach a smile K. 

 

Więcej w tej kategorii: « Filmy na jesienne wieczory