wtorek, 14 listopad 2017 12:30

Cud czy mistyfikacja?

 

W drugiej części pruszkowskiej trylogii noir komisarz Gabriel Byś, (po dramatycznych wydarzeniach zakończonych strzelaniną w pierwszej części), zostaje skierowany na obserwację psychiatryczną do szpitala w Tworkach. Snując się po korytarzach  ma sporo czasu na obserwację całego spektrum ludzkich zachowań. Z przytłaczającej nudy wyrywa Bysia makabryczne wydarzenie, do którego dochodzi na terenie szpitala. W nieczynnej fontannie zostaje znalezione ludzkie serce i duża ilość krwi. Na miejscu zdarzenia natomiast pojawiają się  ludzie przekonani, że wydarzył się cud. Gabriel zostaje wciągnięty w sam środek wydarzeń. Gdy dochodzi do kolejnej zbrodni, Byś czuje, że zaczyna popadać w obłęd. Jak daleko się posunie, aby odkryć co się naprawdę dzieje?

Kontynuacja trylogii jest równie mocna jak pierwsza część „Aorta”. Autor nadal pozostaje w mrocznym, męskim klimacie, a wszystko doprawione jest ironicznym poczuciem humoru, trafnymi porównaniami i dymem papierosowym.

„Zasiadali pokornie przed wspólnym telewizorem, włączonym niemal przez cały dzień, i patrzyli na zmieniające się obrazki. Zupełnie tak, jakby żyli w normalnym świecie i właśnie zaczął się dla nich długi weekend.”

Fabuła oparta jest na dwóch przeplatających się wątkach. Jeden z nich jest oparty na postaci komisarza Bysia i wydarzeń jakie rozgrywają się na terenie szpitala psychiatrycznego. Gabriel zaczął traktować szpital jak swój dom, miejsce które kojarzy się ze spokojem. I mimo, że twierdzi, że nie chce wracać do dawnego życia, do pracy policjanta to wydaje się to tylko zasłoną dymną. Tęskni za swoją legitymacją policyjną, a serce znalezione na terenie szpitale daje mu namiastkę prowadzenia śledztwa razem z sierżant Moniką. Drugi wątek oparty jest na postaci prostytutki Katarzyny Sokół i jej ponownej próbie ucieczki ze świata w jakim żyje.

Przez większą część książki wydaje się jakby te dwa wątki toczyły się zupełnie niezależnie od siebie, przedstawiając różne historie. Akcja rozwija się nieśpiesznie, powoli i nic nie zwiastuje tego co na koniec zaserwuje nam Autor. Pod koniec tempo przyśpiesza i to znacznie, a oba wątki oczywiście łączą się ze sobą w zaskakujący sposób. Emocji nie brakuje jednak od samego początku.

„Przestał myśleć o sobie jako o komisarzu, a zaczął widzieć w lustrze człowieka.”

Sam wątek kryminalny, z którego z oczywistych względów komisarz Byś jest oficjalnie wykluczony, nie powala. Jest potraktowany marginalnie, co mnie nie ukrywam, rozczarowało. Natomiast Autor konsekwentnie trzyma się swojego stylu budowania rozdziałów, w którym łączy je na zasadzie pojedynczych słów, myśli lub nawet przeciwieństw. Dzięki temu niezauważalnie przechodzimy do kolejnej sceny, a czytanie idzie płynnie i szybko.

Warto też zwrócić uwagę na to, jak Autor odnajduje się w wcielaniu się w różne postaci. Mamy tu policyjny slang, nastolatki strzelające sobie selfie i wrzucające je na instagram, księdza opowiadającego o znaczeniu serca w religii czy mafiosów odcinających trupowi palec. W każdym przypadku dialogi pozostają wiarygodne i adekwatne do postaci oraz sytuacji.

Powieść Bartosza Szczygielskiego ma tą dużą zaletę, ze można ją odczytywać na wielu płaszczyznach. Jak dużo poniżania, bólu, nieszczęść damy radę znieść, żeby zaznać choć odrobię szczęścia? Gdzie znajduje się nasza granica wytrzymałości? Jak duży wpływ ma na nas środowisko, w którym żyjemy? I czy łatwo się z niego wydostać? To, co autor zafundował w tej części swoim bohaterom to jeszcze większe wyzwanie, które wielu z nas zapewne nie dałoby rady udźwignąć.

„Krew” to powieść, która łączy w sobie wiele gatunków, porusza kilka ważnych tematów, jest niejednoznaczna i pozostawia niedosyt. Tak jak i w przypadku „Aorty” nie dostałam odpowiedzi na wszystkie pytania co mnie trochę męczy, choć może tak jak w przypadku Katarzyny Sokół „zadaję za dużo pytań” a smile Zdecydowanie polecam ten kryminał i czekam na trzecią część. K.

 


Rok wydania: 2017
Oprawa: miękka z zakładkami
Wydawnictwo: W.A.B
Liczba stron: 396

 

 krew2

 

Więcej w tej kategorii: « Mafia wiecznie żywa Nudna Gotlandia »